Nasza wycieczka dociera do miejsca, z którego ruszył legendarny i kultowy „Rejs” Marka Piwowskiego. Tak, to jest owo święte, dla setek „Rejsowych ultrasów”, miejsce. Nadrzeczna plaża, którą widzimy w pierwszej scenie „Rejsu”, to brzeg Wisły w Toruniu. Dzisiaj w tym miejscu śladu po plaży nie ma, są za to przepiękne miejskie bulwary, dedykowane partnerskiej, amerykańskiej Filadelfii. To tu zaczynał zdjęcia prawdziwy…

„Dream team”

Zdjęcia rozpoczęto w 1969 roku na dzisiejszym Bulwarze Filadelfijskim, ówcześnie będącym wspomnianą nadwiślańską plażą. Pierwsze ujęcia zaczynają się na wysokości Bramy Żeglarskiej, gdzie na pamiątkę tego wydarzenia w 2005 roku, Urząd Miejski odsłonił „miejsce pamięci”. Tablice z fotosami z filmu, malowidło z „rejsowymi” cytatami na nadwiślańskim murku, a pomiędzy nimi „Stara Katarzynka” – łódka pojawiająca się w pierwszych scenach „Rejsu”.

Film wyreżyserował zaczynający wtedy swoją karierę Marek Piwowski. Chociaż tak właściwie „Rejs” był pracą zespołową. „Dream team” stworzyli prawdziwi mistrzowie – Stanisław Tym, Jerzy Dobrowolski i współautor scenariusza Janusz Głowacki. Za zdjęcia odpowiadał Marek Nowicki („Kariera Nikodema Dyzmy”, „Rodzina Połanieckich”, „Chłopi”), a za muzykę Wojciech Kilar. Uffff, co za ekipa! 

Stworzyli film, którego nie sposób opisać.

„O czym jest ten film?”

Z opisu akcji wydawałoby się, że o… niczym. Ot rzeką Wisłą płynie sobie z Gdańska do Warszawy statek wycieczkowy o wdzięcznej nazwie „Dzierżyński” (od Feliksa Dzierżyńskiego, twórcę sowieckich sadystycznych policji bezpieczeństwa, zdrobniale zwanego „Krwawy Feliks” i „Czerwony Kat”, co tylko dodaje „Rejsowi” smaczku).

Akcja filmu ogranicza się do rozmów i mocno absurdalnych zachowań uczestników wycieczki. Niewiele. No właśnie, że nie. Pod spokojną taflą Wisły kryje się wulkan podtekstów, gorzkich drwin i brutalnych obserwacji ówczesnej Polski i Polaków.

„A w filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę pana. Nic. (…) Dialogi niedobre… Bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest.” – kto nie zna tego dialogu, dla polskiego kina równie ważnego jak tarantinowska gadka o „ćwierćfunciaku”  w „Pulp Fiction”.

„Ta najsłynniejsza kwestia z „Rejsu” jest zarazem wizytówką filmu i obosiecznym żartem, przedrzeźniającym jego rwaną strukturę”pisał w onet.pl Piotr Pluciński. Jego zdaniem „Rejs” był zjadliwą satyrą i artystycznym manifestem: „to autoironiczny żart z polskiej kultury, polityki i obyczajowości, a w końcu także ponadczasowe zwierciadło, w którym uchwycona została polskość ze wszystkimi jej najcięższymi przywarami”. 

„Rejs” skrzy się inteligentną ironią. W filmie równie uderzające, jak doskonałe dialogi, potrafią być efektowne pauzy. Chociażby cisza jaka zapada po wspomnianym powyżej tekście, wypowiedzianym przez Zdzisława Maklakiewicza. Cały scenariusz jest też szyderstwem z ówczesnego języka oficjalnego, komunistyczno – biurokratycznej „nowomowy”. 

„Siłą filmu są jego dialogi. Każda pojedyncza scena wydaje się studium absurdu, najmniej istotny dialog w kontekście całości i odpowiedniego nastawienia potrafi wyciskać łzy” – czytamy na Filmweb.pl. Święta prawda. Ale reżyserowi zależało także na tym kto wypowiada dany dialog. A konkretnie jaką ma „mordę”.

Mordo ty moja!

Casting na odtwórców poszczególnych ról jest taką samą legendą jak film. Największy z castingów, wg słów Piwowskiego, odbył się w Toruniu. Stawić miało się blisko 10 tysięcy chętnych. Kryteria były bowiem więcej niż zachęcające. Wystarczyło „umieć robić coś ciekawego lub coś innego”. Jako że większość Polaków umie robić coś ciekawego, a zwłaszcza coś innego, chętni – nomen-omen napływali rzeką.

Piwowski werbował „aktorów” pośród przechodniów i stałych bywalców najgorszych spelun, jakie udało mu się znaleźć. Zupełnie nieistotne były umiejętności aktorskie. Reżyserowi chodziło o jak najbardziej wyrazistą twarz i pokręconą osobowość. Najchętniej fizys „wymiętą” socjalizmem. Stąd ekran w „Rejsie” zaludnia legion dziwaków, kuriozalnych postaci jak z parodii skrzyżowanej z koszmarem sennym. Szczególnie jedna z tych twarzy została ikoną naszego kina.

Debiutant Himilsbach

Jedną z „twarzy”, które dzięki „Rejsowi” pojawiły się po raz pierwszy w polskim kinie był… Jan Himilsbach! Film Piwowskiego był jego ekranowym debiutem i początkiem jego ponadczasowej obecności na firmamencie naszej kinematografii.

Naturszczykom na planie towarzyszyli zawodowi aktorzy z dużym doświadczeniem kabaretowym. Stanisław Tym z teatru studenckiego STS, Jerzy Dobrowolski założyciel pierwszych powojennych kabaretów w Polsce oraz Zdzisław Maklakiewicz otwierający tym filmem wrota do sławy. To na planie „Rejsu”

Maklakiewicz zaprzyjaźnił się z „debiutantem” Himilsbachem, z którym stworzyli na wiele lat jeden z najbardziej wyrazistych duetów polskiego kina. Patrząc na to jak razem grają w „Rejsie” ma się wręcz wrażenie, że wychowywali się w jednej kamienicy… Inne wrażenie starali się utrwalić przeciwnicy filmu, twierdzący, że nikt go nie reżyserował i „zrobił się sam”.

Czy „Rejs” sam się zrobił?

Po premierze na reżysera zwaliła się lawina krytyk i pretensji. Głównie zarzucano mu niechlujstwo, brak scenariusza, nieustanną improwizację. Zdaniem wielu branżowych „wyżeraczy” nie było tam nawet reżyserii i film „sam się zrobił”.

„W ‚Rejsie’ zastosowałem metodę prowokowania swoistego ekshibicjonizmu psychicznego. Stąd konieczność improwizacji podczas zdjęć, konieczność sytuacji i zachowań naturalnych, dialogów powstających na żywo przed kamerą. Tradycyjny scenariusz był tu niemożliwy, a tradycyjna dramaturgia, polegająca na opowiadaniu historyjki czy rozwijaniu tzw. akcji, ustąpić musiała strukturom nowym, odwołującym się do wolnej gry skojarzeń widza, jego inteligencji i wrażliwości.” – mówił Marek Piwowski dla miesięcznika „Film” w 1971 roku.

Aktorka Zofia Czerwińska podtrzymywała improwizatorską legendę „Rejsu”. „Scenariusz powstawał „na bieżąco”, a kamerę stawiano na statywie, wkładano do niej najdłuższą dostępną taśmę i włączano na tak długo, jak się dało”opowiadała w Polskim Radiu. 

Oddajmy jeszcze raz głos krytykowi. Jan Józef Szczepański z „Tygodnika Powszechnego” tak pisał w 1970 po premierze: ‚Rejs’ nie mieści się w żadnych kategoriach właściwych polskiemu kinu. Jest to kabaret na ekranie – w dodatku kabaret improwizowany, a do tego jeszcze zdumiewająco realistyczny. (…) Zmysł obserwacyjny Piwowskiego, jego poczucie humoru i jeszcze coś więcej – jakaś do granic okrucieństwa wyostrzona świadomość narodowej patologii pozwalają mu stworzyć z takiego materiału spektakl pełnowymiarowy nie tylko pod względem metrażu.”

Powiedzmy to twardo i wyraźnie: „Rejs” sam się nie zrobił, ale był dziełem burzy mózgów grupy piekielnie inteligentnych ludzi o otwartych umysłach. Samo postawienie kamery nie robi filmu. Trzeba jeszcze wiedzieć gdzie ją postawić i po co się ją stawia. No i jakie teksty wypowiada się na ekranie. Na przykład te.

„W tych okolicznościach przyrody”

Te teksty to „biblia” każdego „rejsofana”.

  • „Zgadzam się z przedmówcą. Przejdźmy od słów do czynów. Chciałem powiedzieć kilka słów…”
  • „Jak nie ma treści to po prostu można tam sobie podkładać różne treści.”
  • „W polskim kinie bardzo niedobre dialogi są. W ogóle brak akcji jest. Nic się nie dzieje.”
  • „Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę?”
  • „Na każdym zebraniu jest taka sytuacja, że ktoś musi zacząć pierwszy” 
  • „i w tych okolicznościach przyrody.. i niepowtarzalnej…”

Te „słowne memy” weszły do języka potocznego Polaków. Czasami nie pamiętamy skąd pochodzą, ale ich ponadczasowa absurdalność daje im wciąż nowe życie. Toruń stał się symbolicznym miejscem narodzin tej legendy. Dlatego też na Bulwarze Filadelfijskim znajduje się wspomniana instalacja upamiętniającą ten fakt.

Toruńskie sanktuarium „Rejsu”

Toruń pamięta o „Rejsie” i na pamiątkę tego wydarzenia ustawiono na Bulwarze tablice z fotosami z filmu, mural z filmowymi cytatami i „Starą Katarzynkę” – łódkę pojawiająca się w pierwszych scenach filmu. Na tablicy stojącej w miejscu pokazanym w pierwszych kadrach Rejsu”, umieszczono zdjęcie z planu filmowego, autorstwa Feriduna Erola, który na planie filmu był współpracownikiem reżysera i wystąpił w epizodycznej roli marynarza.

Nad fotografią znajduje się napis: „W tym miejscu w 1969 roku były kręcone zdjęcia do kultowego polskiego filmu Rejs, w reżyserii Marka Piwowskiego„. Obok zdjęcia zamieszczono krótki opis fabuły filmu oraz kopię notatki służbowej Naczelnego Zarządu Kinematografii z 1970 roku dotyczącej wartości artystycznej filmu i zaleceń co do poprawek, usunięcia scen itp., jakie należy wykonać w filmie przed dopuszczeniem do jego emisji. 

Prawdziwym rarytasem jest  ustawiona obok łódź „Katarzynka”. W latach 1969-2000 łączyła systematycznymi rejsami oba, toruńskie brzegi Wisły. Wystąpiła też w pierwszych minutach „Rejsu”. Łódka zbudowana została w 1955 r. w stoczni w Budapeszcie jako jedna z szalup ratunkowych statku pasażerskiego „Mazowsze”. W 2008 roku trafiła w zapomniany narożnik portu rzecznego i zniszczała by do cna, gdyby nie inicjatywa upamiętnienia Rejsu, podjęta przez Andrzeja Szmaka, dyrektora Toruńskiego Biura Centrum Miasta. (obecnie przez Wisłę kursuje „Katarzynka II”).

 

Ciekawostki

Podczas rejsu nie obyło się bez kilku nieprzewidzianych incydentów. Jednego dnia na pokładzie wybuchł bunt aktorów, a innego statek ugrzązł na mieliźnie.

  • Rolę kaowca miał początkowo odtwarzać Bogumił Kobiela, ale w lipcu 1969 roku zginął w wypadku samochodowym. (filmweb.pl)
  • Na planie rejsu Maklakiewicz sam wymyślił sobie rekwizyt w postaci wielkich przeciwsłonecznych okularów, których normalnie nie nosił. (filmweb.pl)
  • Film zajął I miejsce w ankiecie tygodnika „Polityka” pod tytułem: „Najciekawsze filmy polskie XX wieku”. (filmweb.pl)
  • Film zajął 3 miejsce i 6,91 % głosów w konkursie zorganizowanym w drugiej połowie roku 2006 przez magazyny „Ciemna” i ”Esensja” oraz serwis internetowy Stopklatka na najbardziej oczekiwany remake polskich filmów. (filmweb.pl)
  • W 80% obsadę filmu stanowili amatorzy wyłonieni w castingach. Angażowano tylko te osoby, które nic nie potrafiły, gdy okazywało się, że ktoś umie śpiewać, recytować lub tańczyć był natychmiast dyskwalifikowany.(filmweb.pl)

Gdzie widać Toruń?

  • Film otwiera scena zrealizowana na dzisiejszym Bulwarze Filadelfijskim, na wysokości Bramy Żeglarskiej, zamykającej ul. Żeglarską
  • Filmowa przystań statku wycieczkowego znajduje się niemalże w tym samym miejscu, gdzie funkcjonuje ona dzisiaj
  • Widzimy też panoramę Torunia od strony Wisły