Na Rynku Nowomiejskim w 1964 roku Jerzy Hoffman i Krzysztof Skórzewski nakręcili najważniejsze sceny filmu „Prawo i pięść”, zwanego „pierwszym polskim westernem”. W roli głównej zagrał Gustaw Holoubek. Ale to nie jest jedyna ciekawostka związana z tym miejscem Na rogu rynku i ulicy Prostej stoi też bardzo ważna kamienica. W niej mieściło się najstarsze, stałe kino Torunia z 1907 roku – „Corso”.

Jerzy Hoffman Dowiedz się więcej Krzysztof Skórzewski Dowiedz się więcej Toruń zagrał w filmie opuszczone niemieckie miasteczko Graustadt noszące już polską nazwę Siwowo. To tam odbywa się walka „dobra ze złem”. Sceny zrealizowano m.in. na Rynku Nowomiejskim i na ulicy Ciasnej. Przypomina o tym ulokowana na płycie rynku w roku … specjalna instalacja, tzw. „wózek repatrianta” oraz słup ogłoszeniowy z wielkoformatowymi fotosami z filmu.

Dlaczego Toruń?

A dlaczego właśnie gród Kopernika najlepiej pasował do roli westernowego miasteczka z filmu? Tak tłumaczył to Jerzy Hoffman po odebraniu specjalnej nagrody festiwalu filmowego Tofifest, podczas spotkania z widzami: „Zjeździliśmy całe ziemie zachodnie w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, ale wszędzie okazywało się, że albo dojazd jest zbyt skomplikowany, albo rynek – którego potrzebowaliśmy – miał już jakiś współczesny element architektoniczny. Tymczasem okazało się, że Toruń ma fantastyczny Rynek Nowomiejski i boczne uliczki. Niedaleko jest Ciechocinek, a my potrzebowaliśmy również sanatorium. Na dodatek Koronowo, które jest stosunkowo niedaleko, mogło zagrać plan ogólny naszego filmowego miasta”.

Polski western

„Prawo i pięść” to film wyjątkowy w polskim kinie. Zawsze mieliśmy problem z realizacją tzw. kina gatunków. „Czyste gatunkowo” filmy Sci-Fi, horrory można policzyć na palcach jednej ręki. Dlatego też film Hoffmana i Skórzewskiego, całkiem udanie nawiązujący duchem do filmów o Indianach i kowbojach, określa się często mianem „polskiego westernu”. Można dyskutować, ale faktycznie, „szeryf” Andrzej Kenig (Gustaw Holoubek) musi w nim stanąć samotnie wobec „zła” jakie uosabia banda szabrowników. Mocno westernowe.

Potwierdzali to zresztą sami twórcy: „Dramaturgia jest niemal westernowa. Chcemy zrealizować realistyczny film psychologiczny, osadzony w typowo polskich warunkach, a zarazem film przygodowy” – mówili Jerzy Hoffman i Edward Skórzewski podczas realizacji „Prawa i pięści”. 

(„Film”, 1963, nr 41)

Wielkim – jak by to dziś powiedziano – hitem, był muzyczny motyw przewodni filmu, czyli śpiewana przez Edmunda Fettinga piosenka Nim wstanie dzień ze słowami Agnieszki Osieckiej i muzyką Krzysztofa Komedy. Scenariusz filmu powstał na podstawie powieści znakomitego pisarza Józefa Hena.

Dziki Zachód czyli Polska

Ale, ale, czas chyba na parę słów o treści filmu. Przenosimy się do 1945 roku na Ziemie Odzyskane. Andrzej Kenig (Holoubek) walczył w Powstaniu Warszawskim, potem był w obozie w Oświęcimiu. Tuż po wojnie, w Warszawie, nie znalazł żadnych śladów po swoich bliskich, jedzie więc pociągiem na Ziemie Zachodnie. Chce zacząć nowe spokojne życie.

Na jednym z postojów przyłącza się do pięcioosobowej grupy doktora Mileckiego, która na polecenie pełnomocnika rządu ma jechać do miasteczka Graustadt (przemianowanego na polskie Siwowo), by przygotować je na przyjazd repatriantów i chronić przed szabrownikami. Miasteczko jest opuszczone, przebywa tam jedynie grupa czterech kobiet i niemiecki maitre d’hotel hotelu Tivoli. Na miejscu Kenig orientuje się, że Mielecki nie jest lekarzem, a celem jego i towarzyszy jest szaber porzuconego mienia, w tym wyposażenia szpitala i sanatorium. Rozpoczyna samotną walkę z bandą.

W postaci szabrowników wcielili się dwaj znakomici aktorzy – Wiesław Gołas (szabrownik Smółka), Ryszard Pietruski (Wijas) i Zdzisław Maklakiewicz (Czesiek).

Samotny Holoubek

Wielkie zaskoczenie – w tym autora powieści „Toast” Józefa Hena – wywołało obsadzenie w roli „szeryfa” Gustawa Holoubka. Faktycznie, kojarzony był już wtedy głownie z tzw. „wielkim repertuarem”. Krytycy dobrze ocenili jego rolę.

„W „Prawie i pięści” Holoubek w ciekawy sposób dystansował się wobec swojego intelektualnego emploi. Nadal był bowiem inteligentem, lecz jakby bardziej aktywnym, zdecydowanym, który w najważniejszym momencie potrafi z wielu wątpliwości wysnuć konkretną odpowiedź: działać, przeciwstawić się. Gustaw Holoubek zagrał tę rolę wybornie – z taktem i umiarem, a jednocześnie z dużą sugestywnością” pisał Kazimierz Kochański w „Tygodniku Kulturalnym” (1964, nr 39).

Więcej niż „pif-paf”

Film zadaje bardzo trudne pytanie. Dręczy ono ekranowego Keniga, ale ma charakter ponadczasowy. Po co i dla kogo właściwie chce ratować szabrowane mienie? Być może w imię pojmowanej jako idea nadrzędna praworządności? Przecież kradzież wspólnego mienia, z przejętego przez Polskę miasteczka, jest działaniem na szkodę wspólnoty narodowej i każdego z Polaków z osobna. Nie należy rabować własnego kraju, nie wolno okradać ludzi którzy tak wiele doświadczyli podczas straszliwej wojny. Tylko czy w strasznych czasach jest miejsce dla poczucia praworządności, dla honoru i zasad? Czy prawo powinno ulegać pięści? Na te pytania film nie odpowiada, pozostawiając je każdemu z nas do samodzielnego przemyślenia. I dobrze.

„„Prawo i pięść” nie było próbą naśladowania amerykańskich wzorców, ale filmem, który udowadniał, że nie tylko na Dzikim Zachodzie istniały konflikty rodem z westernu. Jednak Skórzewski i Hoffman poszli jeszcze dalej – pokazali, że konflikt z „Prawa i pięści” jest znacznie bardziej skomplikowany” – pisał krytyk „Filmu” w 1964 roku (nr 40)

„Hoffman i Skórzewski posłużyli się konwencją westernu właśnie jako środkiem przekazu własnych norm moralnych. To przede wszystkim wzięli z westernu. I wzięli chyba najlepszą część”. – komentował Jerzy Niecikowski w „Kulturze” (1964, nr 40)

Ostał nam się ino wózek

Co do efektów promocyjnych filmu, początkowo panował spory sceptycyzm. Tak pisała Gazeta Toruńska 17 października 1964: „Mija już 3 miesiąc, jak zwinęli manatki i wyjechali z Torunia filmowcy z zespołu „Kadr” nakręcający [pisownia oryginalna, przyp. M.W.] w naszym mieście nowy film „6 pistoletów”. Pamiętamy jeszcze dobrze jak „charakteryzowali” Nowy Rynek na miarę niemieckiego miasteczka z okresu końca wojny. Trzeba było nie tylko zawieszać nowe szyldy, zamalowywać szyby, ale również likwidować nowoczesne latarnie.

Wiemy, że filmowcy opłacali wszelkie wynikłe z ich pobytu straty, łącznie z kosztami zakładania całkowicie nowych latarni. Pieniądze ktoś wziął, wkrótce pewno na ekranach toruńskich kin oglądać będziemy „6 pistoletów”, a latarni na Nowym Rynku „ani widu”.

(za Marcel Woźniak, http://orbitorun.pl/prawopiesciszescpistoletow,970,l1.html)

Jak wspomnieliśmy, w miejscu gdzie kręcono zdjęcia, stoi dziś aranżacja plastyczna upamiętniająca „Prawo i pięć”. Jej uroczyste odsłonięcie odbyło się 31 sierpnia 2008 r. Gośćmi honorowymi wieczoru byli: reżyser filmu Jerzy Hoffman oraz Magdalena Zawadzka, wdowa po Gustawie Holoubku, odtwórcy głównej roli w filmie „Prawo i pięść”. To oni, wraz z prezydentem Michałem Zaleskim dokonali odsłonięcia aranżacji w formie wózka z zawartością. „Jerzy Hoffman wyraził radość z tego, że Toruń upamiętnia film i jego twórców, spośród których wielu już nie ma wśród nas. Dodał także, że w jego opinii ta aranżacja będzie nie tylko symbolem powojennych losów Polaków, ale także kojarzyć się będzie z dramatami współczesnych ludzi na obszarach dotkniętych wojnami” – relacjonował portal torun.pl.

Projekt pomnika został wybrany spośród pięciu nadesłanych na ogłoszony przez miasto konkurs. Autorami koncepcji plastycznej są Karol Furyk i Małgorzata Więcławska z Autorskiej Pracowni Form Przestrzennych z Poznania. „Chcemy, żeby zamysł plastyczny, tak jak film, dawał duże pole do interpretacji. Wóz jest symbolem bardzo wieloznacznym; przez wieki zmieniają się sposoby prowadzenia wojen, miejsca akcji, ale wóz pozostaje taki sam. Wóz odnosi się też do westernu i do wyborów moralnych, przed którymi stawali bohaterowie filmu” – tłumaczył ideę projektu i jego inspiracje Karol Furyk dla Onetu.

Toruń aż dwa razy zagrał miasto na Ziemiach Odzyskanych w roku 1945 (drugi raz w „Roku spokojnego Słońca” Krzysztofa Zanussiego). Mamy tylko nadzieję, że dzisiaj nasze miasto wygląda nieco lepiej…

Ciekawostki (cytujemy za materiałami Filmoteki Narodowej)

  • Popularność filmu sprawiła, że gdy w 1996 roku „Świat Literacki” wznowił powieść Hena, pisarz zdecydował się zmienić jej tytuł „Toast” na „Prawo i pięść”.
  • Tytuły robocze filmu: „Toast”, „Sześć pistoletów”.
  • O możliwość nakręcenia filmu na podstawie „Toastu” Hena w swoim czasie zabiegał także Czesław Petelski.
  • „Prawo i pięść” wraz z „Echem” Stanisława Różewicza reprezentowało w 1964 roku polską kinematografię na festiwalu w Karlovych Varach.
  • W powieści i w pierwszej wersji scenariusza pojawiał się Żyd Cukierman, który jako pierwszy organizował życie w miasteczku i którego zabijali szabrownicy. Hena oskarżono wówczas, że buduje wrażenie, że to Polacy zabijali Żydów. Hoffman, by uniknąć podobnych problemów, poprosił Hena o usunięcie postaci Cukiermana ze scenariusza.
  • Jerzy Lipman – autor zdjęć do „Prawa i pięści” – chciał, by cały film miał ciemną, pochmurną tonację. Jedynie ostatnia scena rozgrywa się w słońcu.
  • Montaż scen sugeruje, że ulica Ciasna dochodzi do Rynku Nowomiejskiego

Gdzie widać Toruń?

  • Film kręcono w plenerach niemalże wyłącznie toruńskich.
  • Najwięcej ujęć powstało na Rynku Nowomiejskim oraz odchodzących od niego uliczkach (zwłaszcza Ślusarskiej
  • Zdjęcia realizowano też na ul. Podmurnej, ul. Cisnej i ul. Mostowej

Niektóre zdjęcia powstały w miasteczkach odległych od Torunia o 20 km – Chełmży i Ciechocinku